O autorze
Piszę tylko o tym, co lubię i o czym sam chciałbym czytać. Publikowałem m.in. w magazynach Prime, Coaching i Sukces oraz na Forbes.pl

Gdzie szukać sensu życia? I jak nie dać się przy tym aresztować…

Na to pytanie odpowiadają czołowi polscy pisarze: Janusz L. Wiśniewski, Ewa Stachniak, Jerzy Sosnowski oraz Mariusz Czubaj.

W lutym bieżącego roku, w pewnej księgarni w chińskim Nankin, nagle zaczęły znikać książki. Z początku jednak zjawisko przybierało niewielkie rozmiary, toteż właściciel niczego nie zauważył. Sprawa wyszła na jaw dopiero kilka miesięcy później, kiedy to liczba „zaginionych” szła już w setki, więcej: zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do tysiąca. Nie było innego wyjścia, zaniepokojony księgarz postanowił zgłosić przestępstwo, co wywołało dość komiczny efekt – bo oto powołano do życia coś na kształt tajnej policji książkowej. Lokalny komisariat wytypował parę funkcjonariuszy, których zadaniem stało się patrolowanie sklepu w stroju cywili. Tym samym, od tej pory, policjanci całymi dniami snuli się pomiędzy półkami z Mo Yanem i Milanem Kunderą w poszukiwaniu złodzieja książek... Trzeba jednak przyznać, że zdawało się to całkiem rozsądnym posunięciem, wszak z uwagi na szeroki rozrzut zainteresowań złodzieja (ginęły zarówno pozycje historyczne, jak i te z dziedziny socjologii, a do tego słuszna porcja tomików poezji i powieści), chyba nawet najlepsi amerykańscy profilerzy nie byliby w stanie naszkicować trafnego profilu sprawcy. Należało go zatem przyłapać na gorącym uczynku. Ta sztuka szybko się udała.



Zbrodnia o charakterze egzystencjalnym…

Młody chłopak, w doniesieniach prasowych przedstawiony jako „Pan Lee”, podejrzenia wzbudził tym, że w księgarni zachowywał się „dziwnie” – mową ciała zdawał się krzyczeć, że coś przeskrobał, a do tego analizy stanu książek potwierdzały, że po jego wizytach zawsze czegoś brakowało. Podczas ostatniego „skoku”, kiedy wpadł, odkryto przy nim 30 pozycji. Najciekawsze były jednak jego późniejsze zeznania – młodzieniec wytłumaczył policji, że kradł te książki, ponieważ… szukał w nich sensu życia. Twierdził, że pragnie się dowiedzieć, co robi na tym świecie, w jakim celu się tu znalazł. Jego poszukiwania objęły aż 800 publikacji i, bazując na rosnącym tempie konsumpcji książek (zniecierpliwienie?), należy przypuszczać, że raczej nie zakończyły się sukcesem. Jest jednak coś rozczulającego w tej historii, w końcu kto dziś szuka sensu życia w wynalazku tak archaicznym, jak książka? Tymczasem Chińczyk głęboko wierzył, że on gdzieś tam jest – tropił go w poczynaniach naszych przodków, tak gorliwie dokumentowanych przez historyków, wypatrywał go też w odkryciach socjologów i psychologów oraz w natchnionych myślach największych pisarzy świata… Na swój sposób, to wręcz ujmujące. Zwłaszcza dla miłośników książek.

Szczerze zainspirowany tą historią, pomyślałem, że to doskonała okazja, by spytać kilku najlepszych (wg mnie) polskich pisarzy współczesnych o pozycje książkowe, które może nie tyle pozwoliły odnaleźć im sens życia, co odcisnęły na ich egzystencji największy ślad. Ci natomiast chętnie odpowiadali, wierząc, że ich opinia pozwoli zabezpieczyć interesy wielu polskich księgarzy, natomiast wszystkie zbłąkane dusze uchroni przed więzieniem... A co powiedzieli?

Jerzy Sosnowski, historyk literatury, pisarz i publicysta, autor m.in. „Instalacji Idziego” oraz „Apokryfu Agłai”, laureat nagrody im. Kościelskich


„Historia jest rzeczywiście wzruszająca (śmiech). Pisarze w ogóle się wzruszają, kiedy ich książki są przedmiotem kradzieży – nawet jeśli za kradzieżami generalnie nie są… W życiu zdarzyło mi się dwukrotnie tak bardzo chcieć posiadać na własność jakąś książkę, że myśl o kradzieży nie była mi obmierzła (choć, Bogu dzięki, za każdym razem udało mi się powstrzymać, a życie przyniosło inne rozwiązanie). Pierwszą była "Gra w klasy" Cortazara, która stworzyła dla mnie mit Paryża i Buenos Aires, miejsc magicznych; a ponadto pokazała, że dzieło formalnie nowatorskie może być atrakcyjne, i przyniosła cały szereg pytań o, mówiąc górnolotnie, sens życia (w tej materii pytania wydają mi się ważniejsze od odpowiedzi). Dostałem ją w końcu w prezencie. Drugą było "Życie snem" Calderona w imitacji (! - nie "tłumaczeniu") Jarosława Marka Rymkiewicza; ten dramat ożywia niepokój o rzeczywistość naszych doznań, trochę w duchu Philipa Dicka, tylko kilkaset lat wcześniej. Ożeniłem się z jego posiadaczką (choć nie z tego powodu...).

Janusz L. Wiśniewski, człowiek renesansu – pisarz i naukowiec, autor m.in. bestsellerów „Samotność sieci” i „Bikini”, współautor „Miłości oraz innych dysonansów”


„Trochę wstępu. Książka, którą opisuję ma niezwykłą historię (stąd dwa nazwiska autorów). „Życie przed sobą” (fr. La vie devant soi) to powieść autorstwa Romaina Gary, wydana (1975) pod pseudonimem Emile Ajar. Gary jest jedynym francuskim autorem, który (poprzez ten trick) dostał dwukrotnie prestiżową nagrodę Goncourtów, chociaż regulamin mówi, że można otrzymać ją tylko raz! ”Życie przed sobą” to jedna za najbardziej humanistycznych książek, jakie przeczytałem (o wiele za późno, bo dopiero cztery lata temu) w swoim życiu. Poruszająca apoteoza dobroci w ludzkiej naturze. Opowieść o tym, iż rezygnacja z osiągnięcia swojego celu może być największym zwycięstwem. Wielka pochwała miłości i oddania. Nie wiem czy stałem się lepszym człowiekiem po przeczytaniu tej książki. W każdym razie bardzo tego wówczas chciałem. Ostatni raz, czytając książkę, powstrzymywałem łzy bardzo dawno temu, przy "Chłopcy z Placu Broni" Ferenca Molnara. Przy książce Ajar byłem dumny z tego, że tego nie robię. Mam nadzieję, że ta pozycja znajdowała się wśród książek ukradzionych przez młodego Chińczyka...

Mariusz Czubaj, literaturoznawca, antropolog kultury, jeden z najwybitniejszych polskich autorów kryminałów, twórca m.in. „Kołysanki dla mordercy” i „Zanim znowu zabiję”


"Sto lat samotności" Gabriela Garcii Marqueza. Nie należę do generacji, która bezpośrednio doświadczyła "boomu literatury południowoamerykańskiej": dowiedziałem się o nim niejako z drugiej ręki, od nieco starszych kolegów, którzy z rozrzewnieniem, a ogniem w oku, opowiadali a to o Fuentesie, a to Coltazarze, a to... No więc, w licealnych czasach, postanowiłem sprawdzić, czym jest tak zwany realizm magiczny. I, po latach, nie rozbierając "Stu lat samotności" na czynniki pierwsze (wtedy tej literaturze odbiera się siłę i magię) mogę powiedzieć, że ta wielka epika jest wyzwaniem dla wyobraźni prowadzącym czytelnika w takie rejony, o których inaczej by nie pomyślał. Może na tym wyimaginowanym "podróżowaniu" zresztą zasadza się kwintesencja literatury. Tyle o tym, jak mawia bohater moich kryminałów:)

Ewa Stachniak, pisarka i nauczyciel akademicki, autorka m.in. genialnych powieści historycznych „Ogród Afrodyty” oraz „Katarzyna Wielka. Gra o władzę”


„Pańskie pytanie jest trudne dlatego, że takich książek, które wpłynęły na moje postrzeganie świata jest wiele i każda była niezwykle ważna w innym okresie życia. Jedną z takich książek jest powieść Olgi Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny. Przywiozłam ją z jednej z moich pierwszych podroży do Polski po latach emigracji i czytając ją czułam, że nawiązuję żywy kontakt z nową Polską, która tworzyła się podczas mojej nieobecności. Wielowymiarową, otwartą na doświadczenia ponadkulturowe. Czytając czułam, że wracam do domu, którego brak bardzo mi doskwierał.”

A jaka książka wywarła największy wpływ na Twoje życie?
Trwa ładowanie komentarzy...